Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baekhyun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baekhyun. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 kwietnia 2014

Safe and Sound - ROZDZIAŁ DRUGI

II
Główny pairing: Chanbaek
Słów: 1600
Ostrzeżenia: Przekleństwa.
Typ: Fluff, AU.
…kolejny raz zmieniłam wygląd bloga, aczkolwiek teraz mogę obiecać, że ostatecznie! Już nie powinnam z niczym kombinować… przynajmniej przez najbliższe dni, kk. ~
Autobus przyjechał równo o godzinie dwudziestej trzydzieści cztery, chociaż wolałem chyba, aby tym razem się spóźnił. Modliłem się o jakikolwiek postój na trasie, choć wiedziałem, że to niemożliwe. Wsiadłem niespiesznie do pojazdu, siadając od razu na tyle, odwracając głowę w bok. Nie chciałem patrzeć na innych, uciekałem wzrokiem od ludzi i wnętrza autobusu. Bałem się, że spotkam któregoś z kolegów Jongina, czego pragnąłem uniknąć z całych sił. Przełknąłem głośno ślinę, kiedy ktoś do mnie się dosiadł. Zacisnąłem mocniej palce na czarnej torbie, spoczywającej spokojnie na moich kolanach. Nie czułem na sobie tego niekomfortowego, palącego wzroku, więc odetchnąłem, z nadzieją, że mój towarzysz to tylko kolejna, nic nieznacząca, szara i obca twarz. Odwróciłem pomału głowę w jego stronę i rozchyliłem zdumiony wargi, otwierając szerzej oczy. 
-Cześć. – rzucił wesoło chłopak, patrząc się na mnie bez krzty niepewności. Uniósł delikatnie kąciki ust, podając mi rękę, którą uścisnąłem delikatnie po chwili wahania. Przygryzłem dolną wargę, wciąż się nie odzywając, więc blondyn westchnął cicho. 
Gdybym nie wiedział kto to jest, zapewne pomyślałbym, że jest to dziewczyna. Chłopak miał wyjątkowo dziewczęcą urodę, a jego zachowanie na pewno nie ułatwiało zagadki jego płci. Nawet jego głos brzmiał uroczo i niezupełnie męsko.
-Dobra, nie masz zamiaru odzywać się to nie, ale… - dodał, bacznie obserwując moją reakcję. Albo raczej jej brak. - …ale nie musisz się mnie bać, dobrze? – uniósł brwi, uśmiechając się pokrzepiająco. Pokiwałem głową, 
-Nie boję się. – powiedziałem cicho, przekierowując swój wzrok na własne dłonie. 
-Tak, powiedzmy. – mruknął tamten. – Mniejsza, jestem tutaj, bo Chanyeol mnie poprosił, abym coś dla niego zrobił. Nie wiem dlaczego mu tak na tobie zależy. Ale to urocze, wiesz? – zachichotał, przez co na moje policzki wstąpił lekki rumieniec. Potarłem je prędko palcami. 
-Ojeeeej. Jakiś ty słodki. – chłopak wysunął dolną wargę do przodu, z rozczuleniem śledząc każdy mój ruch. Pomału zaczynał mnie drażnić, acz wciąż nie czułem się na tyle pewnie, aby oznajmić to głośno, więc uparcie milczałem. 
-Och, ja się przecież nie przedstawiłem! – blondyn uderzył się otwartą dłonią w czoło, potrząsając głową. – Jestem Luhan. Chodzę do klasy wyżej niż ty. O, jestem starszy. Nie powiedziałbyś, prawda? – zaśmiał się, a gdy autobus zatrzymał się na którymś już przystanku, wyjrzał za okno. – Zaraz będziemy na miejscu. Więc. Przyjaźnię się z Chanyeolem, co już wiesz. Channie poprosił mnie, abym z tobą pojechał do… Jongina. – zawahał się przy imieniu bruneta, przez co zerknąłem na niego, marszcząc lekko brwi. – Ale to nie wszystko! Channie opowiedział mi, jak Jongin cię traktuje, co też tajemnicą nie jest. – Luhan wygiął usta w podkówkę. Wydawało mi się, że się na moment zasmucił, chociaż mogły być to tylko pozory. – Tak nie może być, Baekkie! To niemoralne. To…
-Nie twoja sprawa. – przerwałem mu spokojnie, podnosząc się i zawieszając torbę na ramię. Przeprosiłem zdezorientowanego blondyna i wyszedłem z autobusu, a Luhan poszedł zaraz za mną, wsadzając dłonie do kieszeni marynarki. 
-Być może nie moja sprawa, masz rację. – pokiwał głową, dotrzymując mi kroku. – Ale sam sobie nie poradzisz, Baekkie, a to jak on cię traktuje jest aż nienormalne. Przecież nikt nie ma prawa robić sobie z człowieka niewolnika! Baekhyun, otrząśnij się. – stanął przede mną, patrząc się na mnie zupełnie poważnie. Spojrzałem mu w oczy, próbując ocenić, czy jest to kolejny żart, tym razem ze strony Chanyeola. Nie zdziwiłbym się, gdyby to wszystko okazało się tylko zakładem lub kawałem, którego padłem ofiarą. Byłem przyzwyczajony, że ludzie mną gardzili. Kto by chciał zadawać się z prywatną dziwką i kurą domową, podchodzącą pod rodzaj służebnicy? Przygryzłem dolną wargę, dreptając w miejscu. 
-Luhan, doceniam to wszystko, ale to nie jest tak proste jak ci się zdaje. – wymamrotałem, spuszczając głowę. Poczułem łzy w oczach i starałem się z całych sił, aby głos mi nie zadrżał. – Nie mam się gdzie podziać. Jongin daje mi lokum. Nie mam pracy, nie mam rodziny. 
-Baekkie, to wszystko można załatwić. Przecież nie jesteś sam. Masz Chanyeola. A jeśli masz go, masz i mnie. Wiem, że być może mi nie ufasz, nie masz przecież do tego powodów. Ale chyba ufasz Channiemu, prawda? 
~ * ~
-Dalej nie jestem zbyt pew…
-Baekkie! – Chanyeol podniósł nieco głos, zaciskając mocniej palce na mojej dłoni, przez co uspokoiłem się nieco. Wypuściłem głośno powietrze z ust, spoglądając na dużo wyższego chłopaka przez krótką chwilę, aby otworzyć drzwi do mieszkania Jongina. Od razu zobaczyłem bruneta opierającego się o szafę w przedpokoju, unoszącego pomału brwi na widok Chanyeola i Luhana obok mnie. Otworzył tylko usta, ale Luhan wkroczył do mieszkania, kłaniając się przed gospodarzem i uśmiechając się, a Chanyeol pociągnął mnie za nim. 
-My tylko na chwilkę. – powiedział Chanyeol wesoło, zaraz też przekierowując swój wzrok na mnie. – Który pokój? 
-Tutaj. – wymamrotałem, pokazując palcem na wejście do naszej sypialni. Chanyeol bez żadnych oporów wszedł do środka, wyciągając pierwszą lepszą torbę, jaką znalazł. 
-Możesz się pakować. – polecił mi, odwracając się teraz do Jongina, który wciąż nie wiedział co robić. 
-Co wy… - warknął, ale Luhan przyłożył palec do jego ust, kiwając poważnie głową. Jongin odepchnął jego rękę, mrucząc coś pod nosem i zaraz znalazł się przy mnie, zabierając torbę, do której już zaczynałem pakować swoje rzeczy. 
-Co ty odpierdalasz? – wysyczał, a Chanyeol szarpnął go za ramię do tyłu, przytwierdzając zaraz do ściany. 
-Kochanie, nie tak nerwowo. – westchnął cicho, przekrzywiając głowę w bok. – Jesteś zbyt agresywny. Nie dziwię się, że Baekhyun nienawidzi wracać do tego domu. 
-Co?
-Jesteś przebrzydłą szmatą i właśnie tracisz swoją dziwkę. – zaśmiał się Chanyeol i puścił Jongina, przykucając przy mnie. Udawałem, że jestem głuchy, ślepy i głupi. Wsadzałem niedbale ciuchy do torby, zaciskając wargi w wąską szparę. 
-Zadzwonię na policję!
-Dobrze. Przy okazji dorzuć, że znęcałeś się nad Baekhyunem. Dla potwierdzenia zostaniemy tutaj, aby pokazać im jego ślady i siniaki na całym ciele. Baekhyun na pewno nie będzie szczędził szczegółów, także… - Channie wzruszył ramionami, wyciągając telefon i wybierając trzycyfrowy numer. – Mam ja zadzwonić czy ty chcesz to zrobić? 
Jongin spojrzał na niego ze wściekłością w oczach i zacisnął dłonie w pięści. Miałem wrażenie, że zaraz rzuci się na Chanyeola. Zaraz też poczułem na sobie jego wzrok, przez co odwróciłem głowę w bok, przyciskając się bardziej do Channiego. Tamten tylko objął mnie, spokojnie głaszcząc moje ramię. 
-Możemy iść. Nie będziemy zawadzać panu Kim w jego codziennych czynnościach. Och, i, Jongin. Możesz mieć pewność, że już nie zawitamy w twoich progach. Nie dam ci się jednak pożegnać z Baekhyunem, przepraszam. Nie chciałbym, abyś go dotykał. Brzydziłbym się potem go przytulać. Do widzenia, Jongin. 
I tym sposobem, w przeciągu zaledwie kilku szybkich minut… stałem się wolny.
~ * ~
Wszystko stało się tak nagle. Dalej nie potrafiłem zaakceptować, że… uwolniłem się. Że nie mam się już czego obawiać. Że nikt już nie będzie mną rządził, a ja zacznę żyć tak, jak żyć zawsze chciałem. Nie potrafiłem zrozumieć dlaczego mój wybawca się o mnie tak troszczy. Chciałem ciągle powtarzać mu słowo „dziękuję”, chciałem pokazać, że mi również zależy, lecz z drugiej strony wzruszenie ogarniało całe moje ciało, przez co nie mogłem wydobyć z siebie głosu. To było niczym sen. Niczym spełnienie najskrytszych marzeń, o które modliłem się każdego wieczora i każdego ranka, wciąż nie tracąc nadziei, że kiedyś przyjdą na świat tak łatwo i niespodziewanie.
Chanyeol mieszkał w centrum miasta, w jednej z bogatszych części. Nie miałem wcześniej okazji z nim rozmawiać, przelotnie mówiliśmy sobie cześć na korytarzu. Tak naprawdę podszedł do mnie znikąd i znikąd się mną zajął, a ja dotąd nie miałem odwagi zapytać dlaczego. Byłem mu dozgonnie wdzięczny za to, co dla mnie zrobił i nie chciałem niszczyć chwili, a także nie chciałem, aby nagle to wszystko okazało się tylko snem. Teraz, gdy poczułem wolność, nie byłem w stanie sobie wyobrazić, jak wytrzymałem tę klatkę pod jarzmem Jongina i jego brutalnych skrzydeł. Bałem się dotyku obcych. Bałem się bliższych kontaktów z ludźmi, bałem się wszystkiego, co wymagało interakcji międzyludzkich. Z Chanyeolem jednak było inaczej, ponieważ ufałem mu bezgranicznie i miałem coś w rodzaju intuicji, która podpowiadała mi, że on jest zupełnym przeciwieństwem Jongina. Otworzył przede mną drzwi do swojego prywatnego królestwa i rozwarłem zdziwiony usta, zasłaniając je prędko dłonią. Spojrzałem niepewnie na Chanyeola, potrząsając zaraz głową. 
-Nie mogę… - zacząłem, ale tamten tylko uciszył mnie, obejmując w pasie i oprowadzając po pomieszczeniach. 
Mieszkanie Chanyeola było przepełnione pieniędzmi i od razu można było dostrzec, że Chanyeol do biednych nie należy. Jego mieszkanie było przeogromne, urządzone ze smakiem i jak najbardziej nowocześnie. Trzy pokoje, w tym sypialnia Chanyeola z dwuosobowym łóżkiem, kuchnia, osobno łazienka i toaleta, salon, a także balkon z widokiem na panoramę całego miasta. Warto tutaj zaznaczyć, że Chanyeol mieszkał na szóstym piętrze, przez co widok wieczorem musiał dosłownie zapierać dech w piersiach. Nie potrafiłem sobie wyobrazić życia wśród takich luksusów. To nie tak, że Jongin również należał do biednych; Jongin po prostu nigdy nie pozwalał mi na zbyt wiele. 
-Jak ci się podoba? – zapytał Chanyeol, gdy staliśmy na balkonie. Oparł się o barierki, patrząc się na mnie uważnie. 
-To jest… - przygryzłem dolną wargę, wzruszając ramionami. – Nie mogę cię tak wykorzystywać, to zbyt wiele… 
-Och, Baekkie. A ty dalej swoje. – mruknął niezadowolony chłopak, odwracając głowę w bok. Przysunął się bliżej mnie, obejmując i przejeżdżając nosem po moim policzku, który po chwili delikatnie pocałował. – Powinieneś się cieszyć, a nie narzekać. – wyszeptał, przyciskając mnie bardziej do siebie. Zarumieniłem się i zmieszany odwróciłem wzrok, na co zaśmiał się cicho, patrząc na mnie rozczulony. 
-Już ci nic nie grozi. – powiedział cicho, unosząc mój podbródek i zmuszając mnie tym samym, abym na niego spojrzał. Uniósł delikatnie kąciki ust, opierając jego czoło o moje. – Jesteś ze mną bezpieczny. Sprawię, że poczujesz się jak księżniczka. Chcę być twoim aniołkiem, który będzie cię chronił. 
-Już nim jesteś, Channie. – odparłem drżącym głosem, na co tamten uśmiechnął się szerzej, zaraz też czule złączając nasze usta. 

sobota, 5 kwietnia 2014

Safe and Sound - ROZDZIAŁ PIERWSZY

Główny pairing: ChanBaek
Słów: 1880
Ostrzeżenia: Brak 
Typ: Fluff, AU
Jak widzicie i łatwo można to dostrzec, zmieniłam wygląd bloga. Mam nadzieję, że nie jest aż tak źle i wszystko jest czytelne. W razie jakichkolwiek problemów, prosiłabym o zgłoszenie tego w komentarzu, a ja postaram się coś zrobić. Cóż; lubię zmiany, a jako, że blog uważam za prywatną perełkę, nie zważając na jej zwartość, często szukam i edukuję się, aby tylko poprawić jakość wizualną skarbnicy moich pomysłów. Więc jak już wcześniej napisałam, mam nadzieję, że wszystko w porządku i przypadnie wam do gustu. Nie jestem zbyt dobra w HTMLu ani takich rzeczach jak szablony i tym podobne, także nie wymagajcie ode mnie cudów.
Wracając do sprawy, dla której tutaj przyszłam. Jak widzicie, wcale was nie zostawiłam i wracam już z pierwszym rozdziałem "Safe and Sound". Dodałam również do spisu treści zakładkę bohaterów {click}, w którą możecie zajrzeć, aby przybliżyć sobie postacie ów Chanbaeka.
Cóż, koniec moich wypocin. Miłego czytania!

Każdy dzień mijał mi tak samo. Nie zmieniałem codziennej rutyny, wciągając się w wir obowiązków i pracy, nie zapominając przy tym o nauce. Wszystko wyglądało tak samo, a ja nie miałem siły, aby cokolwiek zmienić. Nawet jeśli czułem motywację i jakąkolwiek satysfakcję z moich nikłych osiągnięć, szybko zostało popsute to przez mojego współlokatora i osobę, która obnosiła się mianem mojego partnera. Nie nazwałbym go jednak własnym chłopakiem z jednej prostej przyczyny - nie łączyło mnie z nim nic więcej za wyjątkiem spraw łóżkowych oraz faktem, iż zajmuję się jego mieszkaniem, w którym, chcąc czy nie chcąc, również mieszkałem. Nie miałem innego lokum, a także brakowało mi pieniędzy, aby uwolnić się spod jarzma oprawcy, gdyż Jongin nikim innym nie był. Znęcał się nade mną fizycznie i psychicznie, strasząc przy tym, abym nikomu o tym nie mówił, bo przecież skoro go kocham, to zniosę każde jego zachcianki. Zazwyczaj był agresywny tylko pod wpływem alkoholu. Na trzeźwo zachowywał się całkiem przyzwoicie i zapewne nie narzekałbym na własne położenie. Acz zaznaczyć tutaj trzeba, że Jongin często spożywał różnego rodzaju napoje, nie stroniąc przy tym od używek. W zasadzie Jongin był zepsutym alkoholikiem i ćpunem, wywodzącym się z wyjątkowo obrzydliwie bogatej rodziny, przez co nigdy nie brakowało mu zer na koncie na utrzymanie. Mógł pozwolić sobie na rozpustny tryb życia, nie przejmując się również kosztownościami. Chwalił się na prawo i lewo tym, jakiego to uroczego chłopczyka nie posiadał. Posiadał w dosłownym tego słowa znaczeniu. Byłem własnością Jongina i nie ulegało to żadnym wątpliwościom. Nie miałem oprócz tego nikogo, ponieważ nikt nie chciał ze mną utrzymywać bliższego kontaktu. Wszyscy ode mnie uciekali, pragnąc uniknąć tym samym komplikacji, jakie wynikłyby od strony Jongina. Jongin bywał agresywny, każdy o tym wiedział. Dlatego też nie mogłem powiedzieć, że w moim życiu pojawiła się chociaż jedna osoba, którą określiłbym mianem przyjaciela. 
A przyjaciół w tej chwili potrzebowałem najbardziej.
~*~
Stałem przy bramie wyjściowej liceum, do którego wraz Jonginem uczęszczałem. Czekałem na niego, tak, jak czekałem każdego dnia. Oparłem się o mur, przymykając powieki i zaciskając palce na pasku czarnej torby, z którą się przeważnie nie rozstawałem, choć nie miałem w niej połowy książek. Czekałem, aż usłyszę ten lekko zachrypnięty głos, jak wbijają się we mnie czyjeś zachłanne, brutalne usta, a ja będę zmuszony rozchylić posłusznie wargi i udawać, że całkowicie mi się to podoba. Westchnąłem cicho, otwierając na powrót oczy. Wyciągnąłem z kieszeni spodni telefon, zerkając na podświetlony telefon. Dziwnym trafem było, iż w tej chwili wyciągnąłem ów urządzenie, a także, że ktoś uparcie w tym samym czasie się do mnie dobijał. Nacisnąłem zieloną słuchawkę, przykładając telefon do ucha. 
-Halo? - mruknąłem nieco zaspanym głosem. Nie pragnąłem niczego innego niż odpoczynku, chwili wytchnienia i relaksu, zarówno dla mojego ciała, jak i umysłu. 
-Baekkie? - usłyszałem znajomy głos po drugiej stronie. Zmarszczyłem brwi, nie odpowiadając przez chwilę. 
-Tak. - odparłem krótko, przygryzając niepewnie dolną wargę. Zrobiłem krok do przodu, automatycznie się rozglądając, acz nie spostrzegłem nikogo, a zwłaszcza Jongina. Wydawało mi się to nieco dziwne, ponieważ Jongin nie miał w zwyczaju spóźniać się. A już na pewno nigdy nie zdarzyło mu się, aby nie przyjść. 
-Och, doskonale. Czyli nie pomyliłem numerów. - zaśmiał się chłopak po drugiej stronie. - Tutaj Yeollie, nie wiem, czy jeszcze się nie zorientowałeś, ale skoro nie to już wiesz. - przerwał na moment, jak gdyby wahając się przed kolejnymi słowami. - Ostatecznie nie wiem, czy masz ochotę ze mną gdzieś wyjść, więc... więc postanowiłem zadzwonić. W takim razie mogę cię porwać? - zapytał w końcu, tym razem pewniej. Nie miałem zielonego pojęcia, co powinienem odpowiedzieć. Część mnie zareagowała entuzjastycznie, serce zaczęło bić nieco szybciej, a ręce drżeć. Zacisnąłem wolną dłoń w piąstkę, nerwowo skubiąc policzek od środka. 
-Yeollie... - zacząłem, i na tym praktycznie się skończyło. Nie wiedziałem co dalej. Zgodzić się? Jongin mnie zamorduje. Odmówić? Nie chciałem tracić Chanyeola, jakkolwiek to zabrzmiało. Wydawało się, jak gdyby nie przeszkadzała mu moja reputacja dziwki i kurwy, czy też zdawał się nie słyszeć tych żałosnych słów litości, szeptanych między sobą, kiedy tylko przechodziłem korytarzem. Ja nauczyłem się to ignorować. Nie ignorowałem jednak poczucia samotności, które towarzyszyło mi przez większość życia. 
-Rozumiem. Czyli nie chcesz. W zasadzie to... 
-Nie. - przerwałem mu, wzdychając cicho. - Gdzie jesteś? 
-Zaraz wyjdę ze szkoły. Dlaczego pytasz? 
-Stoję przed bramą. 
Wtedy też tamten się rozłączył, a ja na powrót schowałem telefon do kieszeni. Poprawiłem palcami włosy, zaczynając chodzić bezcelowo w kółko, co było moim niemiłym zwyczajem. Zazwyczaj dreptałem w miejscu, kiedy tylko czułem zdenerwowanie. Cała ta sytuacja i oczekiwanie na Chanyeola wydawała mi się trwać wieki, wieki niepokojących, stresujących sekund, gdzie w każdej chwili mógł pojawić się znikąd Jongin i zniszczyć perspektywę na miło spędzone popołudnie. Nic jednak nie wskazywało na to, iż los się na mnie postanowił zemścić i spłatać mi wyjątkowo nieprzyjemnego psikusa, gdyż szybko ujrzałem wysoką sylwetkę mojego kolegi, do którego mimowolnie się uśmiechnąłem. Chanyeol prędko do mnie przyszedł, odwzajemniając uśmiech. 
-Jednak się zdecydowałeś? - zapytał, śmiejąc się przy tym. 
-To nie tak, że się zdecydowałem. Korzystam z okazji, że Jongin o mnie chyba zapomniał. - burknąłem w odpowiedzi. - Lepiej chodźmy już, zanim przyjdzie i zobaczy, że z kimś rozmawiam. 
-Nie boję się Jongina. - powiedział Yeol, spoglądając na mnie pobłażliwie, jak gdybym był tylko małym dzieckiem. Fuknąłem, otwierając gwałtownie bramę i wychodząc poza teren szkoły, a chłopak zaraz poszedł za mną, dorównując mi kroku. 
-Dlaczego od niego nie odejdziesz? 
-To nie jest takie łatwe. Poza tym nie zrozumiesz. - mruknąłem, odwracając głowę w bok, byleby nie patrzeć na wyższego. 
-Zrozumiem. Albo przynajmniej się postaram. Będzie ci łatwiej, jeśli się wygadasz. 
-Nie widzę takiej potrzeby. 
-Dobra. 
Wzruszył tylko ramionami, przybierając obojętny wyraz twarzy. Schował dłonie do kieszeni wąskich spodni, które podkreślały jego szczupłe, długie nogi. Zerknąłem na niego automatycznie, chociaż wcale tego nie chciałem. Przyjrzałem się mu lepiej, tym razem spoza zasłony gniewu i rozżalenia, która mnie otaczała przy naszym ostatnim spotkaniu. Chanyeol na pewno był przystojny. Był przystojny i pociągający, miał uroczo nieułożone, ciemne włosy, prosty nos, a także miękkie, słodkie usta, które często wykrzywiał w sympatycznym, radosnym grymasie. Kojarzyłem Chanyeola z widzenia, chodziliśmy do równorzędnych klas, także nieraz mijałem się z nim w szkole. Zawsze otaczała go grupka ludzi, był popularny i lubiany. Zupełne przeciwieństwo mojej osoby. 
Dopiero teraz dotarło do mnie, z kim właśnie idę w... 
W zasadzie to bez szczególnie określonego kierunku. Po prostu z nim idę, spokojnie, nie nerwowo, bez zbędnych słów skrępowania. Milczenie z Chanyeolem nie było jednym z tych rzeczy, które należały do spraw niekomfortowych, jak to często zdarza się w czyimś towarzystwie. Milczenie z Chanyeolem wyrażało więcej słów, niż jakakolwiek postać uczona, oczytana i mogąca swobodnie układać najpiękniejsze zdania, złożone z jeszcze piękniejszych słów, była w stanie wyrazić w przeciągu całego życia. Wydawało mi się to dziwne, a na pewno wydawało mi się to nowe; zwłaszcza, że znałem tego chłopaka zaledwie jeden dzień.
~*~
Wkrótce zapomniałem o konsekwencjach mojego nieposłuszeństwa, jakim było wyjście gdzieś z Chanyeolem bez wcześniejszego uprzedzenia o tym Jongina. Nie myślałem jednak o tym, zatracając się kompletnie w żywych rozmowach z Chanyeolem i tracąc gdzieś poczucie przyzwoitego myślenia w jego śmiechu, który rozbrzmiewał w moich uszach niczym najpiękniejsza melodia. Lubiłem słuchać jego głosu, który działał na mnie uspokajająco, lubiłem, jak przez przypadek nasze dłonie się złączyły, gdy jednocześnie sięgnęliśmy po słomkę w fast foodzie. Coś ciągnęło mnie ku Chanyeolowi. I jednocześnie wtedy uderzył we mnie smutny fakt, iż będę musiał nasze spotkania ograniczyć do minimum. Niewątpliwym było, że Jongin się o tym prędzej czy później dowie. Musiałem psychicznie przygotować się na to, co za niedługo miało nastąpić. Z drugiej jednak strony coś we mnie zaczynało się buntować przeciw przyjętym normom, które mnie zewsząd otaczały i były tak naprawdę podyktowane z góry, nie pytając mnie uprzednio o pozwolenie czy jakiekolwiek zdanie na ten temat. Zostało to zaakceptowanie z zamysłem, że każdy się na to zgadza. Ja, zamiast buntować się przeciw dyktowanym warunkom, posłusznie nauczyłem się wykonywania przydzielonych mi zadań bez słowa zażalenia czy niezadowolenia z ówczesnej sytuacji. Do dzisiaj nie potrafiłem odpowiedzieć, dlaczego zareagowałem tak czy inaczej. Być może kierowała mną ciągła fascynacja Jonginem, gdyż, nie ulega to w ogóle wątpliwości, Jongin na pierwszy rzut oka wydaje się sympatyczny, nieco zadziorny i pociągający w swój własny sposób. Wszystko to utrudniała szczypta tajemniczości, jaką tego chłopaka ukrywała. Ów tajemniczość okazała się jednak zwyczajną dziurą w całości, powiększającą się z każdym kolejnym dniem. Nie miał nic, co mógłby zaoferować drugiej osobie. Ulegał mimowolnie samo-destrukcji, pozwalając kierować się ogólnie przyjętą modą na doprowadzanie do własnego zniszczenia i upadku ciągłego poczucia własnego ja, nie zapominając przy tym o zaniknięciu poczucia godności oraz moralności. Cóż, Jongin był zepsuty. I zapewne w swoich niedociągnięciach, pragnął, aby wszyscy wokół niego również upadli. Nie chciał przyjąć do świadomości, że stał się wrakiem człowieka, pustą skorupą bez jakiejkolwiek wnętrzności, zaliczającej się do niewątpliwych skarbów. Kiedy człowiek pozwala, aby ów pusta wypełniła własne ciało, jednocześnie przestaje zwracać uwagę na uczucia; ich przecież prędzej czy później również się wyzbyje, gdyż są zbędne i niepotrzebnie zawadzają drodze do dobrej zabawy. Nawet nie spostrzegłem, kiedy wybiła godzina dwudziesta. Pospiesznie zerwałem się z krzesełka w Mc Donaldzie, zabierając swoje rzeczy. Chanyeol spojrzał na mnie zdumiony, otwierając usta, aby o coś spytać, lecz tylko potrząsnąłem głową, spoglądając na niego ze smutkiem. 
-Przepraszam, Yeollie. Zasiedziałem się. Dziękuję za dzisiaj. Było naprawdę... cudownie. - powiedziałem szybko, acz na tyle wyraźnie, aby tamten mnie zrozumiał bez problemu. - Chętnie bym to powtórzył. Gdy tylko będę miał wolny czas... - przygryzłem niepewnie dolną wargę, oczekując jego reakcji. Chłopak uśmiechnął się tylko, przytakując. Wolno zabrał wszystkie rzeczy i puste opakowania na jedną tackę, również wstając i zasuwając za nami krzesełka. 
-Czyli jednak nie żałujesz, że gdzieś ze mną wyszedłeś?  - zapytał rozbawiony, unosząc brwi. Uniosłem kąciki ust, uderzając go lekko w ramię. 
-Nigdy bym nie żałował. - odparłem tylko, zadzierając głowę do góry, aby spojrzeć tamtemu w oczy. Jego oczy miały w sobie coś magicznego, tak, że można było w nich wręcz zatonąć. Coraz częściej przyłapywałem się na tym, iż w myślach uwzględniałem wszystkie wady i zalety Chanyeola. Wtedy też zrobił coś, czego nigdy bym się nie spodziewał. Nie zważając na ludzi przebywając w fast foodzie, poprawił od niechcenia tacki postawione na stoliku, a następnie skierował swój wzrok na mnie. Pokręcił pomału głową, uśmiechając się jednak jak rodzic uśmiecha się do małego dziecka. Objął mnie delikatnie w pasie, zaraz też nachylając się, aby lekko zająć moje usta własnymi. Nieśmiało, acz wciąż czule musnął moje wargi własnymi, przymykając przy tym powieki i przyciągając mnie bliżej siebie. Nie wiedziałem co zrobić, więc przycisnąłem tylko ręce do mojej klatki piersiowej, odwzajemniając pocałunek. Mimowolnie zamknąłem oczy, stając na palcach, aby ułatwić dostęp do własnych ust. Poczułem się wtedy dobrze. Tak strasznie dobrze, jak nigdy nie czułem się dotąd. Zalała mnie fala ciepła, zalała mnie fala zadowolenia, szczęścia, a co najważniejsze; poczucia bezpieczeństwa. Zadrżałem pod jego dotykiem, zaraz od niego się odrywając. Spojrzałem na niego z lekką obawą, z lekkim zagubieniem i nieśmiałą, niewinną dezorientacją, jaką w tamtej chwili odczuwałem. Chanyeol wypuścił mnie jednak szybko, prostując ponownie, jak gdyby nic się nie stało. 
-W takim razie do zobaczenia w szkole, Baekkie. Trzymaj się i pamiętaj, że zawsze jestem dla ciebie. A teraz leć. - zaśmiał się, a ja byłem w stanie tylko przytaknąć nerwowym ruchem głowy i wraz z jego śmiechem, szybko wyszedłem z restauracji.

niedziela, 30 marca 2014

Safe and Sound - PROLOG

PROLOG - Safe and Sound
SŁÓW: 2072
Główny pairing: Chanbaek 
Kwestie formalne: 
a) Przepraszam najmocniej za kolejną, długą nieobecność na tym blogu. Obiecuję was nie zaniedbać i przysiąść trochę do roboty, wziąć się w garść i ogarnąć cały panujący wokół mnie chaos. Wracam z nowym, nieco dłuższym niż dwie części Chanbaekiem. 
b) Wszystkich czytelników, aby nie użyć słowa fanów, "Spin the Bottle" proszę o wybaczenie, acz nie będę tego kontynuować. W zamian za to przychodzę do was z "Safe and Sound". Mam nadzieję, że wciąż będziecie mnie wspierać i być tak cudowni jak dotychczas. Dziękuję za wszystko. 
~*~
Baekhyun spojrzał przerażony na chłopaka przed sobą, wiedząc, co za chwilę ma nadejść. Przełknął głośno ślinę, automatycznie zjeżdżając wzrokiem po całym jego ciele. Nie uciekło to uwadze tamtego, na co uśmiechnął się zadziornie. 
-Wiesz, po co cię tutaj przyprowadziłem? - zapytał, przekrzywiając głowę. Och, Baekhyun wiedział doskonale. Męska toaleta była obskurna, śmierdziało w niej obrzydliwie i prawdopodobnie była tym samym świadkiem niejednych niemoralnych aktów, do jakich tutaj dochodziło. Zwłaszcza w kabinach, gdzie ciasnota sprzyjała celom. Jongin zaśmiał się, łapiąc bruneta za podbródek. Uniósł delikatnie jego głowę, aby młodszy spojrzał mu w oczy. 
-Powiedz to głośno. - powiedział władczym tonem, oznajmiając tym jednocześnie, iż nie chce słyszeć sprzeciwu od swojego partnera. Baekhyun potrząsnął głową, otwierając usta. Zamarł jednak, przestraszony całą tą sytuacją. Nie potrafił wydobyć z siebie choćby słowa, więc zacisnął tylko mocno powieki. Jongin niezadowolony zacmokał, zaciskając bardziej palce na delikatnej skórze Baekhyuna
-Sprzeciwiasz mi się? - czysto retoryczne pytanie. I tak obaj wiedzieli, jak to się skończy. - Wiesz, Baekkie, że nie lubię, gdy nie jesteś mi posłuszny. Jak proszę cię, abyś mnie zadowolił to oczekuję od ciebie, że zrobisz to z uśmiechem na ustach. Gdzie twój uśmiech, Baek?
Zapadła cisza, przerywana tylko głośnym biciem serca bruneta i nierównomiernym oddechem. Baekhyun opadł pomału na kolana, drżącymi palcami odpinając guzik spodni Jongina. Robił to tyle razy, a za każdym razem bał się tak samo. Poczuł palce, bawiące się jego własnymi włosami. Nienawidził tego dotyku, tak samo, jak nienawidził właściciela ów palców. Obrzydzały go. Zsunął spodnie chłopaka do połowy ud, zaciskając mocniej zęby. Och, jak on tego nie cierpiał... 
-Nie chcę. - powiedział cicho, odsuwając się delikatnie do tyłu. 
-Słucham? 
Baekhyun niespiesznie wciągnął powietrze do ust, równie wolno wypuszczając je przez nos. Policzył w myślach do trzech, zanim zdecydował się odpowiedzieć. 
-Nie chcę. - powtórzył, tym razem nieco pewniej. Podniósł głowę do góry, spoglądając wprost w oczy Jongina. Widział jak wzbiera się w nich gniew, że prawdopodobnie rozwścieczył go do granic możliwości. Był jednak przygotowany cierpieć, bo przymuszanie do tych rzeczy uważał za gorsze męczarnie. Każdy kolejny ruch zostawiłby na jego umyśle trwały ślad, chociaż jego uczucia i tak były doszczętnie poszarpane. Cóż więc znaczyły kolejne opuchnięcie, kolejne zadrapania i siniaki na twarzy? 
-Nie chcesz? - odezwał się Jongin, uważnie ważąc słowa. Pokiwał głową, a po chwili zamachnął się, uderzając z otwartej dłoni Baekhyuna w prawy policzek. Tamten przygryzł dolną wargę, nie wydając z siebie żadnego słowa sprzeciwu. Opuścił tylko głowę, pozwalając, aby grzywka zakryły jego twarz. W jego oczach wzbierały się łzy, acz powtarzał sobie w duchu, że musi być silny. 
-A ja nie chcę słyszeć takich słów. Co w tej kwestii powinniśmy zrobić, kochanie? - wzruszył ramionami Jongin, pociągając go za włosy do góry. Przytwierdził młodszego do ściany kabiny, napierając kolanem na jego męskość. Baekhyun jęknął, przekręcając głowę w bok. 
-Jesteś zwykłą szmatą, masz się mnie słuchać. - warknął Jongin. Puścił chłopaka, uderzając go jeszcze raz, po czym ot tak wyszedł, jak gdyby nic się przed chwilą nie stało.
~*~
Trzymałem się za opuchnięty policzek, zerkając spode łba na bruneta przede mną. Wiedziałem, że zostawi mnie w spokoju. Zebrał się do wyjścia, zarzucając torbę na ramię. Posłał mi ostatnie spojrzenia dezaprobaty, po czym opuścił kabinę. Wtedy dopiero pozwoliłem sobie, aby łzy wypłynęły z moich oczu, pomału i niespiesznie; nie spieszyło mi się na lekcje. Postanowiłem kolejny raz pozwolić sobie na chwilę odpoczynku. Prawdopodobnie miałem najwięcej zaległości ze wszystkich uczniów tej szkoły, chociaż przychodziłem do tego przebrzydłego budynku codziennie. Nienawidziłem każdej osoby po kolei. Nie różnili się oni od siebie niczym szczególnym. Wszyscy byli tacy jak Kim Jongin, którego darzyłem jednak największą nienawiścią z nich wszystkich. Z drugiej strony byłem na niego skazany. Kiedy przyleciałem do Korei w ramach edukacji nie miałem pieniędzy, nie miałem żadnych perspektyw na jakiekolwiek wygodne mieszkanie, już nie wspominając o rozrywkach, jakie w moim wieku każdy nastolatek potrzebował. Opuściłem Chiny bez zapowiedzi, nie konsultując się uprzednio z moją pijaną matką, która i tak pewnie by tej rozmowy nie pamiętała. Od kiedy umarł ojciec spadła na moralne dno, a ja nie miałem zamiaru przy niej tkwić, aby pociągnęła mnie tam za sobą. Miałem w sobie resztki godności. Przynajmniej tak mi się wydawało. Spotkałem Jongina na peronie. 
Podszedł do mnie, jakbyśmy się znali już dawno. Uśmiechnął się i zapytał, czy na kogoś czekam. Wydawał się sympatyczny i pomocny. Już przez chwilę pojawiła się w moim sercu iskra nadziei, że być może ulokuję się gdzieś, co bym mógł pozwolić sobie na w miarę normalną naukę. Potrzebowałem w końcu jakiegoś lokum; miałem stwarzać pozory zwyczajnego, szarego ucznia. Powiedziałem mu wtedy, że w zasadzie nie czekam na nikogo, bo nikogo nie mam. Zaproponował mi swoje mieszkanie. Mieszkał sam, nie wynajmował nikomu drugiego wolnego pokoju. Zapowiedział, że nie potrzebuje żadnej zapłaty w postaci pieniędzy - tego mu nie brak, rodzice dostatecznie o niego dbali. Chce jednak, abym płacił mu w inny sposób. Wtedy nie podejrzewałem go o nic złego. Wydawał się moim aniołem, który poratował mnie w ciężkiej sytuacji. Jak bardzo się pomyliłem. 
Wyszedłem z kabiny, zerkając przy okazji na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałem okropnie. Prawa część mojej twarzy była zapuchnięta i czerwona; wiedziałem, że na pewno nie ukryję tego zwykłym makijażem. Zrezygnowany wyszedłem z łazienki, rozglądając się niepewnie. Akurat nie zobaczyłem na korytarzu nikogo znajomego, a tym bardziej żadnego nauczyciela, więc od razu skierowałem się do drzwi prowadzących na dach budynku. Wdrapałem się po schodach, z ulgą wciągając świeże powietrze do ust. Od razu podszedłem do barierek, wychylając się do przodu. W zasadzie wystarczył jeden ruch, a mógłbym zakończył całą moją codzienną mękę. Niespieszno mi było jednak do umierania. Mimo wszystko wiedziałem, że kiedyś uwolnię się od Jongina. Muszę chwilę pocierpieć, aby całość ułożyła się w końcu w jakieś tam przyzwoite życie, prawda? 
-Znowu cię bił? 
Odwróciłem się gwałtownie, słysząc za sobą znajomy głos. Wyłoniła się przede mną wysoka, szczupła sylwetka chłopaka z mojej klasy. Kojarzyłem go; w końcu czasem pojawiałem się na lekcjach, mimo wszystko. Zamrugałem kilka razy, patrząc się na niego jak skończony idiota. 
-Co tutaj robisz? - zapytałem niepewnie, mrużąc oczy. Zacisnąłem mocniej palce na pasku swojej torby. 
-Mógłbym równie dobrze o to samo spytać ciebie. - odparł tamten z uśmiechem na ustach, robiąc w moim kierunku kilka kroków. Chciałem się cofnąć, ale uświadomiłem sobie, że przecież stoję na krańcu budynku. Przygryzłem więc tylko dolną wargę, wodząc za chłopakiem uważnie wzrokiem, co by móc się ulotnić w jak najprostszy sposób. 
-Nie chodzę na lekcje. - powiedziałem pomału. Nie powinno to być dla niego zaskoczeniem. 
-Nie zauważyłem, wiesz? - zmarszczył brwi tamten, przystając w miejscu. Włożył ręce do kieszeni, chwilę się na mnie patrząc. - Czemu pozwalasz sobą tak pomiatać? 
-Nie powinno cię to interesować. - odparłem zaraz, bardziej sycząc niż mówiąc to normalnie. Nie lubiłem rozmawiać na temat moich relacji z Jonginem, zwłaszcza, że nikt nie powinien o tym wiedzieć. Nie byłem jednak głupi i zorientowałem się, że mój partner pyszni się swoimi kolejnymi dokonaniami. Nie potrafiłby czegoś takiego zatrzymać dla siebie.
-Ciebie powinno, a jednak nic z tym nie robisz. - westchnął Chanyeol. Wskazał palcem na moją twarz. - Tylko ślepy nie zauważyłby tych siniaków. Każdy wie jak Jongin cię traktuje. 
-To nie ich sprawa. 
-Och, doprawdy? Jongin lubi się tym dzielić z innymi. - zaśmiał się czarnowłosy. - Najwyraźniej macie inne poglądy na temat waszego związku. Co tym razem powiesz nauczycielowi? Że się któryś z kolei raz przewróciłeś? Baekhyun, musisz być naprawdę sierotką. Potykasz się prawie codziennie. 
-Zamknij się.
-Mam rację, a ty doskonale zdajesz sobie z tego sprawę. - nagle twarz Chanyeola spoważniała, tak samo jak jego głos. Nie rozluźniałem jednak uścisku ani nie przestawałem obserwować każdego ruchu chłopaka. - Pozwalasz się traktować jak kurwę. Nie wiem jakie masz w tym korzyści, ale to zaczyna być chore. Jak myślisz - on cię najpierw zabije czy zdążysz jednak od niego uciec? 
-To nie twój interes. 
-Zwłaszcza jak pieprzycie się w kiblu, a mi się chce lać. 
-To nie tw... 
-Powinieneś przyłożyć coś chłodnego do policzka. 
-Nie jesteś moją matką. Możesz się wynosić na lekcje. 
-Zapomniałem. Ty wcale nie jesteś ze mną w klasie i w ogóle nie jesteś uczniem. Kurwienie się z Jonginem wystarcza ci w zupełności. - podsumował, ponownie zbliżając się do mnie. Miałem ochotę rzucić go w twarz czymś ostrym, a następnie na niego perfidnie splunąć. Działał mi na nerwy, zajmując drugie miejsce na mojej liście znienawidzonych przeze mnie osób. 
-O co ci chodzi? - warknąłem. 
-O to, że nie możesz pozwolić mu, aby cię tak traktował. - powiedział łagodnie, stojąc już całkiem blisko mojej osoby. Zacisnąłem wargi w wąską linię, nie odzywając się. - Bardzo cię boli? 
-Od kiedy ty w ogóle przychodzisz na dach? - warknąłem. - Nigdy cię tutaj wcześniej nie widziałem. Śledziłeś mnie? 
-Przychodzę tu całkiem często. 
-Daj mi spokój. 
-W porządku. - wzruszył ramionami, odwrócił się i zniknął za drzwiami prowadzącymi z powrotem do szkoły. Poczułem gęsią skórkę, przez co oplotłem się ramionami. Przykucnąłem w miejscu, spuszczając głowę. Nie wiedziałem nawet kiedy moje policzki stały się mokre od łez. Schowałem twarz w dłoniach, płacząc jak małe dziecko. Otarłem oczy wierzchem bluzy, którą trzymałem naciągniętą aż po czubki palców. 
-Podnieś główkę. 
Gwałtownie spojrzałem w górę, a Chanyeol przyłożył mi do policzka chłodną puszkę napoju. Odruchowo się odsunąłem, ale tamten uparcie usiadł przy mnie, nie opuszczając ręki i trzymanego w niej przedmiotu. 
-Po co tu wróciłeś? - spytałem cicho, z jednej strony będąc mu wdzięczny za to, że tak po prostu przy mnie wtedy siedział. Wciąż jednak byłem zbyt dumny, aby przyznać to głośno czy mu podziękować. Nikt nigdy się mną nie zajmował. Nie byłem przyzwyczajony do jakiejkolwiek troski o mnie, bo w moim życiu w pewnym sensie brakowało... miłości? To tak dennie brzmiało. 
-Z dobroci serca. - uśmiechnął się Chanyeol. - Smutno mi patrząc, jak on cię traktuje. Każdy to widzi, Baekkie. 
-Nie wierzę w dobroć serca. - powiedziałem szybko. 
-Nie dziwię ci się, skoro ciągle przebywasz z Jonginem. Przy nim można zwątpić w jakiekolwiek człowieczeństwo. - stwierdził czarnowłosy, krzywiąc się lekko. Obruszyłem się na te słowa, ale, cholera... Chanyeol miał kurewską rację.
~*~
Z szatni po wychowaniu fizycznemu wychodziłem zawsze ostatni. Nigdy nie widziałem potrzeby, aby się spieszyć. Pakowałem niespiesznie swoje rzeczy do torby, uprzednio wychodząc spod prysznica. Cieszyłem się chwilą wolności od Jongina, który zapewne czekał już na mnie przy bramie. Wiedział, kiedy kończę. Wiedział wszystko. Nie mogłem przed nim ukrywać nic, bo każde moje nawet najmniejsze kłamstwo było kolejnym siniakiem na twarzy.
-Strasznie się guzdrasz. - odwróciłem głowę w kierunku dobiegającego od strony drzwi głosu. Uśmiechnąłem się automatycznie na widok Chanyeola, który stał tak z plecakiem na ramieniu, wykrzywiając usta w zadziornym grymasie. 
-Nie mam po co się spieszyć. - burknąłem, zapinając torbę. 
-Robisz coś dzisiaj? - zapytał nagle, podchodząc do mnie. 
-A co? 
-Może chciałbyś gdzieś... ze mną wyjść. - wydawało mi się, że na jego policzki wstępuje uroczy rumieniec. Zaśmiałem się, zerkając na jego zmieszany wyraz twarzy. 
-Czemu miałbym gdzieś z tobą wychodzić? - spytałem. Wiedziałem, że i tak Jongin mi nie pozwoli. 
-Żeby chwilę było ci miło. I żebyś poczuł się bezpiecznie. - odparł bez wahania, tym razem nieco pewniej. Zdziwiła mnie ta odpowiedź. Rozchyliłem zdumiony usta, wlepiając wzrok w jego ciemne oczy i upartą minę. Zaciskał mocno zęby, jak gdyby się denerwował. 
-To naprawdę urocze, Channie, ale nie mogę. - odpowiedziałem cicho, zgodnie z prawdą. 
-Jongin cię nie puści? 
Zaległa cisza. Przygryzłem dolną wargą, kiwając delikatnie głową. Zacisnąłem mocniej palce na pasku swojej torby. 
-Muszę iść. Przepraszam. 
Spodziewałem się, że wyjdę bez żadnego problemu. Poczułem jednak jego uścisk na swoim nadgarstku. Szarpnąłem się lekko, ale tamten nie chciał mnie puścić. Nie wiedziałem co zrobić. Pierwszy raz czułem żal, że jestem ograniczony przez Jongina. Wcześniej niespecjalnie zależało mi na kontaktach z innymi. Przez Jongina nikt nie chciał ze mną rozmawiać. Może czasem jego koledzy powiedzieli mi cześć czy spytali co u mnie, nigdy jednak nie mogłem sobie pozwolić na więcej niż głupie "Nic, wszystko w porządku.". Byłem sam we wszystkim. 
-Baekhyun, zerwij z nim. Uwolnij się od niego. - poprosił. Jego słowa uderzyły we mnie bardziej boleśnie niż cokolwiek innego wcześniej. Złapałem go za rękę, nie chcąc, aby tamten ode mnie odchodził. Tak nagle potrzebowałem jego towarzystwa; normalnego, przyjaznego, tak, jak to powinno naprawdę wyglądać. 
-To... to nie jest takie proste. - odpowiedziałem cicho. Nagle przytulił mnie mocno, ignorując moje próby uwolnienia się. Objął mnie, przyciągając do siebie. Czułem jego gorący, spokojny oddech. Słyszałem równomierne bicie serca. Wtuliłem się w niego, znowu płacząc jak małe dziecko. Potrafiłem chyba tylko płakać, ale... co innego mogłem zrobić?